26 sty 2012

Znany aforyzm Hegla „Jeśli teoria nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów” możemy odnieść także do współczesnej literatury. Jej trawestacja mogłaby brzmieć następująco: „Jeśli świat wyobrażony jest ciekawszy od rzeczywistego, tym gorzej dla rzeczywistości”.

 

Nik Pierumow , Brylantowy miecz, drewniany miecz, 
Fabryka Słów, Lublin 2011.
**************************************************************************************************************

Dla wielu czytelników światy wykreowane w pisarskiej wyobraźni są bardziej prawdziwe niż ten, który ich otacza. Badania przeprowadzone swego czasu w brytyjskich szkołach wykazały, że młodzież lepiej zna geografię Tolkienowskiego Śródziemia niż… prawdziwej Afryki. Pod przemożnym wpływem Tolkiena znalazł się także m.in. rosyjski pisarz Nik Pierumow, który zasłynął wydaniem kontynuacji „Władcy Pierścieni”. Na szczęście potem nie spoczął na laurach, ale szybko ugruntował swoją pozycję na rynku fantasy następnymi książkami. Po cyklu „Siedem Zwierząt Rajlegu” („Tern”, „Aliedora”) światło dzienne ujrzał w naszym kraju kolejny — „Kroniki przełomu”, rozpoczęty tomem „Brylantowy miecz, drewniany miecz”.

>

Okazuje się, że oba oryginalne okazy broni siecznej stanowią kluczowy element mrocznych proroctw, których spełnienie ma być brzemienne w skutkach dla wszystkich istot zamieszkujących opisywany świat. Nieczłowiecze rasy, niegdyś podbite i zniewolone przez ludzi, od dawna oczekują na przełom, który ma zakończyć ich niedolę. Brylantowy miecz to spoczywający w trzewiach gór magiczny oręż krasnoludów. Natomiast miecz drewniany, który zostaje zrodzony raz na sto lat przez święte drzewo Aerdunne, stanowi obiekt kultu rasy Danu, najciężej doświadczonej przez ludzkie prześladowania.

>

Pierumow rozwija kilka równoległych wątków, których bohaterowie mają do odegrania ważne role w niedalekiej przyszłości, kiedy to zaczną spełniać się wspomniane proroctwa. Brak zamknięcia kilku z tych wątków zrekompensuje nam bogactwo świata przedstawionego — zarówno w sferze materialnej (przyroda, urbanistyka, obfitość wielojęzycznych ras rozumnych), jak i w kwestii panujących w nim stosunków społecznych, jego historii, religii, mitologii i obecnej na każdym kroku magii.

22 sty 2012

Od niepamiętnych czasów ludzie próbują dorównać Bogu w dziele stwarzania. Przynajmniej oni sami mają przeświadczenie, że to właśnie czynią, ich działania przypominają jednak raczej czyny Demiurga – polegają bowiem na przetwarzaniu świata już zastanego. Jak ten proces będzie przebiegał w przyszłości?

 

Tomasz Kołodziejczak, Głowobójcy,
Fabryka Słów, Lublin 2011.
**************************************************************************************************************

Jedną z ciekawszych wizji, która opisuje jego przebieg i efekty, wykreował na gruncie polskiej fantastyki Tomasz Kołodziejczak. Jego Dominium Solarne stanowi kompletny i komplementarny świat z własną historią, bogatym tłem politycznym i społecznym, ekonomią, technologią i nauką. W dekoracjach tego uniwersum pisarz rozegrał akcję powieści „Kolory sztandarów” oraz „Schwytany w światła”, jak również szeregu opowiadań, które złożyły się na tomik „Głowobójcy”. Oprócz sześciu utworów tradycyjnych, znalazło się w nim jedno opowiadanie „interaktywne”, czyli gra paragrafowa „Rzeźbiarze pierścieni”.
>
Kołodziejczak (autor także m.in. „Czarnego Horyzontu”) opisuje rzeczywistość, w której ludziom udało się dokonać znacznego postępu w dziele przetwarzania. Począwszy od modyfikowania własnego umysłu, osobowości, mózgu, ciała, poprzez kreowanie dzieł sztuki o kosmicznych wymiarach, do terraformowania całych planet. Dzięki połączeniu osobowości w Sieć Mózgów ludzie zyskują nadzwyczajne możliwości komunikowania się i korzystania z wiedzy, stają się jednak więźniami systemu komputerowego, całkowicie od niego uzależnionymi.
>
Pisarz umiejętnie splata bogactwo motywów w jedną całościową wizję świata i człowieka przyszłości. I dodaje do niej w poszczególnych utworach wciągającą intrygę czy fajerwerk akcji, wachlarz żywych emocji, garść refleksji, zestaw futurystycznych gadżetów. W efekcie uzyskuje teksty bardzo zróżnicowane, z których każdy odsłania inny fragment jego twórczego zamysłu, któremu na imię Dominium Solarne. Zadaje przy tym ważne pytania, które w oczywisty sposób dotyczą problemów naszej współczesności.

18 sty 2012

Człowiek to istota zdominowana przez własne ego. Dlatego też niemal każdy jest przekonany o swojej wyjątkowości i nadzwyczajnym znaczeniu swojej egzystencji dla świata. Naturalną konsekwencją takiego stanu rzeczy staje się uznawanie, że czasy, w których przyszło mu żyć, są szczególne, ważne, przełomowe dla jego grupy społecznej, narodu, czy wreszcie całej ludzkości.

 

Michał Protasiuk, Święto rewolucji,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.
**************************************************************************************************************

W swojej trzeciej powieści (po „Punkcie Omega” i wyróżnionej Nagrodą im. Żuławskiego „Strukturze”) Protasiuk, przyjmując subiektywny punkt widzenia bohaterów, stara się obiektywnie i wieloaspektowo analizować przemiany zachodzące w naszym świecie i prognozować ich dalszy przebieg. Zaprzęga do tego zadania skomplikowany aparat naukowy, na który składają się elementy wyższej matematyki, fizyki kwantowej, informatyki, analizy statystycznej, socjologii, a także współczesnych strategii marketingowych.
>
Znakomite wykorzystanie solidnej wiedzy naukowej do konstruowania intrygi wyróżnia powieść Protasiuka spośród produkcji oferujących jedynie garść sensacyjnych wątków podlanych pseudonaukowym bełkotem. W sposobie wykorzystania w tkance fabuły różnorodnych teorii naukowych, często absolutnie egzotycznych dla przeciętnego zjadacza chleba, „Święto rewolucji” przypomina utwory Grega Egana.
>
Kolejny niezaprzeczalny atut książki to skomplikowana, wielowątkowa fabuła, doskonale odzwierciedlająca złożoność funkcjonowania współczesnej cywilizacji. Czwórka bohaterów próbuje wyjaśnić tajemnicę śmierci popularnego pisarza oraz odkryć sposób, w jaki pewna książka wpływa na rzeczywistość. Jednak każdy kolejny krok w śledztwie rodzi nowe zagadki.
>
W „Święcie rewolucji” intryguje połączenie teoretycznych dociekań z eksperymentami na żywej tkance społecznej, racjonalizmu z elementami mistycznymi i metafizyką. Przeraża z kolei wizja totalnej wszechwładzy ponadnarodowych korporacji, zawłaszczających coraz intymniejsze sfery ludzkiej egzystencji. Lektura książki Protasiuka sprawi, że nasz ogląd świata ulegnie nieodwracalnej zmianie.

15 sty 2012

Mitologiczna tradycja sytuuje biblijny Eden gdzieś pomiędzy Eufratem i Tygrysem. Z kolei paleontolodzy jako kolebkę rodzaju ludzkiego wskazują okolice afrykańskiego Jeziora Turkana. I właśnie w Afryce prawdziwy Raj odnajduje Mike Resnick. I z żalem opisuje jego zagładę.

 

Mike Resnick, Słonie na Neptunie,
Solaris, Stawiguda 2011.
**************************************************************************************************************

Najlepsze opowiadania tego pisarza zebrane w tomie „Słonie na Neptunie” są mocno zaangażowane: politycznie, społecznie, ekologicznie. Resnick (autor m.in. cyklu „Starship”) zawiera w nich pełen wachlarz emocji i głębokie refleksje nad kierunkiem rozwoju cywilizacji, ludzką naturą, życiem i jego przemijaniem. Choć refleksje owe nie napawają optymizmem, pojawia się w nich też iskra nadziei – w postaci przekonania o potędze ludzkiej wyobraźni, pasji, dążenia do wiedzy i mądrości.
>
Spośród głównych motywów w kolejnych utworach na czoło wysuwa się żal z powodu zwycięstwa pseudowartości nad wartościami prawdziwymi. Źródłem tego procesu jest drapieżność ludzkiej natury i będąca jej następstwem pogarda dla inności, postrzeganej zwykle jako słabość. W efekcie ludzie tworzą ekspansywną cywilizację, której rozwój prowadzi do śmierci tradycyjnych kultur, wytępienia zwierząt i zniszczenia środowiska naturalnego (cykl Kirinyaga), a w końcu do eksterminacji innych ras rozumnych („43 dynastie antaryjskie”, „Siedem spojrzeń na wąwóz Olduvai”, „Łowy na Snarka”).
>
Większość prezentowanych historii albo rozgrywa się w Afryce, albo bardzo blisko się z nią wiąże. Dla pisarza kontynent ten to nie tylko kolebka rodzaju ludzkiego, ale też synonim rajskiego ogrodu – miejsca, gdzie żyjący zgodnie z naturą człowiek i inne stworzenia osiągnęły niezwykłą harmonię. Zachowaniu ekologicznej i metafizycznej równowagi służy tu uświęcony tradycją sposób życia. Choć pisarz doskonale rozumie, że zmiany są nieuniknione, nie potrafi się z tym pogodzić. Dlatego jego utwory stają się wyrazem tęsknoty za bezpowrotnie traconym Rajem i stanowią piękny i poruszający hymn ów Raj sławiący.

10 sty 2012

Czym różni się mitologia od fantastyki? Wszak i tu, i tu występują stworzenia, których nie spotkamy na ulicy, i tu, i tu na porządku dziennym jest rzucanie zaklęć i inne przejawy czarownictwa. O ile jednak mitologiczne przekazy są lub były kiedyś przedmiotem szczerej wiary, o tyle fantastyka — ze swej definicji — jest swobodną kreacją wyobraźni, w którą wierzyć nie należy.

 

Wolfgang Hohlbein, Thor, 
Telbit, Warszawa 2011.
**************************************************************************************************************

Oczywiście gołym okiem możemy dostrzec bliskie pokrewieństwo motywów, postaci czy przedmiotów występujących w mitologii i fantastyce. Ta ostatnia bowiem, a szczególnie fantasy, karmi się mitami, przetwarza je i reinterpretuje. Niektórzy twierdzą wręcz, że im fantasy bliższa mitologicznym przekazom, tym lepsza i ciekawsza.

>

Nie oparł się pokusie sięgnięcia po owe przekazy Wolfgang Hohlbein, którzy za naszą zachodnią granicą jest człowiekiem instytucją. Swoim nazwiskiem firmował już blisko 300 tytułów różnych odmian fantastyki i powieści historycznych. Na świecie sprzedano, bagatela, 40 mln egzemplarzy jego książek. Serca polskich czytelników chce zaś podbić epicką sagą fantasy, której  pierwszym tomem jest „Thor”.

>

W pseudośredniowiecznej scenerii tytułowy bohater walczy z amnezją, starając przypomnieć sobie, czy jest nordyckim bogiem, który zstąpił na ziemię, czy jedynie wojownikiem, który z bóstwem się utożsamia. Dość powiedzieć, że dysponuje niezwykłymi mocami i młotem o magicznych właściwościach, które czynią go niezwyciężonym w walce. A walk w powieści co niemiara, bowiem ludzki świat przeżywa inwazję bogów Asgardu. W wyniku starć Thor często zostaje ranny, uwięziony albo musi salwować się ucieczką. Kiedy wydaje się już znajdować w sytuacji beznadziejnej, na ratunek śpieszy mu wilk Fenrir.

>

Szybka akcja pełna jest niespodziewanych zwrotów, napędzanych przez stopniowe odkrywanie przez bohatera własnej przeszłości. Dochodzą do tego barwne postacie, szczegółowe opisy świata, dosyć swobodne korzystanie z elementów germańskiej mitologii. To wszystko składa się na lekturę, która może zadowolić miłośnika fantasy i pomóc mu przetrwać deszczową zimę.

03 sty 2012

Żyjemy w czasach tak szybkiego rozwoju technologii, że sprzęt elektroniczny zakupiony w sklepie staje się przestarzały nim go doniesiemy do domu. Jak w takich warunkach opisywać świat przyszłości, aby jego obraz nie zdezaktualizował się zanim książka trafi do rąk czytelników?

 

Rakietowe szlaki, t. 2,
Solaris, Stawiguda 2011.
**************************************************************************************************************

Po prostu przyszłościowa proza musi zawierać ładunek intelektualny i emocjonalny, który nikogo nie pozostawi obojętnym. Wtedy opowieści mają szansę stać się na tyle uniwersalne i ponadczasowe, że nie zaszkodzi im upływ czasu. Takie właśnie są utwory prezentowane w kolejnych tomach antologii „Rakietowe szlaki” (tom 1). Nie utraciły one swojej wyrazistości i aktualności pomimo upływu wielu lat – i całych epok technologicznych – od chwili napisania.

>

Miłośnikom fantastyki z dłuższym stażem za rekomendację drugiego tomu antologii powinna wystarczyć sama lista autorów (Sheckley, Varley, Harrison, Aldiss, Watson, Zelazny, Swanwick, Zahn, Sturgeon, Le Guin, Wolfe). W większości są to niekwestionowane gwiazdy – mistrzowie gatunku, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w jego historii. Przedstawicieli drugiej grupy twórców, żeby trzymać się terminów astronomicznych, należałoby nazwać meteorami. Ich talent rozbłysnął na chwilę, objawił się jednym czy kilkoma genialnymi tekstami, po czym przygasł albo skierował się w inne strony literackiego wszechświata. Wśród utworów anglosaskich i rosyjskich klasyków jedynym polskim akcentem jest „Wrocieeś Sneogg, wiedziaam…” Marka S. Huberatha.

>

Z „Rakietowymi szlakami” wiąże się jednak pewien problem, nazywany w czasach PRL-u klęską urodzaju. Przy takiej obfitości świetnych tekstów nie sposób wskazać jednego najlepszego. Dlatego też kolejne tomy antologii powinny koniecznie znaleźć się na półce każdego miłośnika fantastyki. I często być z niej zdejmowane – czy to dla przypomnienia sobie którejś z perełek gatunku, czy dla przeprowadzenia akcji uświadamiającej wśród tych, którzy SF uważają za literaturę niepoważną i niegodną ich czytelniczej uwagi.

31 gru 2011

W powstającej w drugiej połowie XX w. literaturze, która stawiała sobie za cel opisywanie przyszłości, poczesne miejsce zajmują kwestie etyczne. A w szczególności trudne wybory, przed którymi stają bohaterowie – konieczność brania odpowiedzialności za los własny i innych, a nawet za całe światy.

 

Rakietowe szlaki, t. 1,
Solaris, Stawiguda 2011.
**************************************************************************************************************

Połączenie indywidualnych dramatów z problemami o zasięgu globalnym można uznać za znak firmowy zaangażowanej SF pisanej w tym okresie. Doskonałym przeglądem tego, jak w przeszłości pisano o przyszłości, jest reaktywowana w tym roku antologia „Rakietowe szlaki”. Pierwotna jej edycja ujrzała światło dzienne w 1958 r. i stanowiła pierwszą prezentację ówczesnej anglosaskiej SF w PRL-u. Dokładnie 20 lat później pod tym samym tytułem opublikowano dwa tomy opowiadań. W pierwszym znalazła się część utworów z pierwszej edycji, w drugim – teksty premierowe, wybrane przez Lecha Jęczmyka.

>

Nowe „Rakietowe szlaki” mają ambicję prezentować najlepsze opowiadania SF – takie, które kształtowały gatunek, wyznaczały trendy, zaskakiwały pomysłami i oryginalnością. W pierwszym tomie znalazło się 20 tekstów, w większości publikowanych w starszych antologiach albo w pismach, choć są i premierowe (Sturgeon, Bilenkin). Warto przypomnieć sobie wybitne, poruszające do głębi utwory Le Guin („Ci, którzy odchodzą z Omelas”), Zelaznego („Róża dla Eklezjastesa”) czy Jablokova („Strażnik śmierci”). Drugi biegun nastroju reprezentują przewrotne i dowcipne opowiadania White’a („Ubranie na miarę”), Sturgeona („Skalpel Ockhama”) czy Zacksa („Kontrolex”).

>

Wspólną cechą zebranych w antologii tekstów jest ich mocne oddziaływanie na emocje, niezależnie od ładunku intelektualnego, który ze sobą niosą. Poszczególne z nich budzą więc niepokój, zaskakują, zmuszają do refleksji, wzruszają bądź bawią. To stanowi ich największą siłę i sprawia, że z upływem lat nie tracą swoich literackich walorów i aktualności. I dzieje się tak pomimo rosnącej przepaści technologicznej, która oddziela czas ich powstania od współczesności.

27 gru 2011

W latach 40. i 50. XX w. panowało powszechne przekonanie, że dynamicznie rozwijająca się nauka i technologia rozwiąże wszystkie problemy ludzkości. Wydawało się też, że gwiazdy mamy w zasięgu ręki, dlatego fantastyka naukowa przeżywała w tych czasach bujny rozkwit nazywany dziś Złotym Wiekiem SF.

 

Henry Kuttner, Próżny robot,
Solaris, Stawiguda 2011.
**************************************************************************************************************

Na ten właśnie okres przypada szczyt twórczości Henry’ego Kuttnera (1915-1958), który zapisał się w historii gatunku garścią znakomitych opowiadań. W zbiorze „Próżny robot” znalazły się w pierwszym rzędzie te uważane za najwybitniejsze: „Twonk” (o cybernetycznym nadzorcy tresującym ludzi), „Gdy się przebierze miarka” (o wychowywaniu genialnego dziecka) i „Tubylerczykom spełły fajle” (o edukowaniu dzieci za pomocą zabawek z innego świata).

>

Druga grupa tekstów (5) to opowieści o wiecznie pijanym, genialnym wynalazcy Gallegherze, zaś trzecia (4) – o rodzinie mutantów Hogbenów. Te opowiadania przesycone są sowizdrzalskim, często absurdalnym humorem, który do dziś nie stracił swojej mocy. Każda z przygód Galleghera opiera się na podobnym schemacie: wynalazca budzi się na kacu i stara się dociec, do czego służy zbudowana przez niego podczas upojenia alkoholowego machina, a tymczasem do drzwi dobijają się nieznani mu ludzie żądający zwrotu pieniędzy. Jeszcze zabawniejsze są przygody Hogbenów, którzy po ucieczce z Atlantydy w końcu osiedli w górach Kentucky i starają się nie rzucać w oczy. Ale świat co chwila czegoś od nich chce, co zmusza ich do wykorzystywania nadnaturalnych zdolności.

>

Cechą wspólną zebranych w tomie utworów jest niezachwiana wiara w twórcze moce ludzkiego umysłu i nieograniczone możliwości nauki. Kuttner podzielał w tym względzie poglądy współczesnych sobie mistrzów SF, każąc swoim bohaterom czynić cuda, które starał się potem uzasadniać na gruncie teorii naukowych. Choć upływ czasu zdezaktualizował niektóre z tych wywodów, sama formuła zabawnych, dowcipnie spuentowanych opowiadań broni się doskonale.

18 gru 2011

Jak można uhonorować swojego literackiego mistrza i idola? Stawiając monumenty ze spiżu czy marmuru, nazywając jego imieniem ulice, place i szkoły? Organizując rocznicowe „akademie ku czci” i śląc petycje o wprowadzenie jego dzieł do kanonu lektur szkolnych? A może wznosząc mu pomnik ze słów, przypominając i rozwijając jego twórcze idee?

 

Pieśni Umierającej Ziemi, red. George R. R. Martin, Gardner Dozois,
Solaris, Stawiguda 2011.
**************************************************************************************************************

Właśnie z tego ostatniego założenia wyszli Martin i Dozois, chcąc oddać hołd Jackowi Vance’owi i jego opowieściom z uniwersum Umierającej Ziemi. Tym sposobem powstał opasły tom 22 opowiadań osadzonych w świecie, w którym magia splata się z supernauką, a amoralni czarnoksiężnicy walczą o zaklęcia i artefakty, tajemną wiedzę i władzę nad resztkami ludzkości.

>

Pisarze wspominają swoje spotkania z twórczością mistrza i wpływ, jaki wywarła ona na kształtowanie ich zainteresowań, wyobraźni, kierunek drogi twórczej. We wstępie pisze o tym też Dean Koontz, dziękując Vance’owi w imieniu pokoleń czytelników i pisarzy. W naszym kraju dopiero w ubiegłym roku ukazały się dwa z czterech tomów cyklu, ale w oryginale pierwsze historie o „Umierającej Ziemi” ujrzały światło dzienne w 1950 r. Dzięki temu Vance stał się zarówno prekursorem fantasy, jak i kontestatorem jej kanonów, np. czyniąc bohaterami opowieści osobników podłych i egoistycznych.

>

Nie inaczej postąpili autorzy antologii, wśród których znalazły się takie tuzy światowej fantastyki, jak wspomniany już Martin, a także Silverberg, Resnick, VanderMeer, Shepard, Simmons, Gaiman czy Tad Williams, nadający poszczególnym utworom znamię swojego stylu. Ich opowiadania mają urok nieco staroświeckiej prozy fantastyczno-przygodowej, pełnej niesamowitości i barokowego nazewnictwa. Część z nich balansuje na granicy autoironii, co świadczy o tym, że oddający hołd Vance’owi twórcy nabrali pewnego dystansu wobec jego dokonań. Aby poznać głębię ich fascynacji i ważny etap historii światowej fantastyki, warto sięgnąć po „Pieśni…” i zanurzyć się w świat, w którym Słońce gaśnie, a Ziemia umiera.

13 gru 2011

Gdy ktoś dowiaduje się, że został mu rok czy miesiąc życia, często z dnia na dzień zaczyna postrzegać własną egzystencję i otaczający świat zupełnie inaczej niż do tej pory. A jak wpłynęłaby na człowieka wiedza, że wyrok śmierci został wydany na całą populację?

 

Larry Niven, Budowniczowie Pierścienia,
Solaris, Stawiguda 2011.
**************************************************************************************************************

Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w powieści Nivena, stanowiącej kontynuację znakomitego „Pierścienia”. Tytułowa konstrukcja ma olbrzymie rozmiary i wiruje wokół odległej gwiazdy. W związku z tym, że orbita Pierścienia uległa zachwianiu, zginąć ma 30 bilionów istot rozumnych, które go zamieszkują.

>

Louis Wu postanawia, że zrobi wszystko, aby do tego nie dopuścić. Ląduje na Pierścieniu 23 lata po swojej pierwszej wyprawie wraz z przedstawicielem wojowniczej rasy kzinów, który towarzyszył mu także wtedy. Obaj zostali porwani przez byłego władcę rasy lalkarzy, który na Pierścieniu chce odnaleźć urządzenie do transmutacji materii. Aby zrealizować swoje plany, Louis musi uwolnić się spod kontroli lalkarza i odszukać środki, które pozwolą na skorygowanie orbity konstrukcji. Wędrując po Pierścieniu, przeżywa liczne przygody, poznając jednocześnie członków kolejnych ras zamieszkujących ten świat i poczuwając się do coraz większej odpowiedzialności za nich.

>

Jako druga część tetralogii, „Budowniczowie…” posiadają zarówno wady, jak i zalety kontynuacji nie będącej finałem. Powieść przenosi nas do znanego świata, który potrafi jednak czasem zaskoczyć. Opisuje analogiczną do poprzedniej ekspedycję, której cel i przebieg jest jednak inny. W końcu, stawia bohaterów przed odmiennymi wyborami. A najtrudniejszym z nich jest ten, czy skazać na śmierć krocie ludzi, aby uratować sto razy więcej. Właśnie ten dylemat, na równi z duchową przemianą głównego bohatera, stanowią „poważną” przeciwwagę dla rozrywkowej akcji, rozegranej w konwencji klasycznej space opery.

Blog Rafała Śliwiaka

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.