29 lip 2010

Niełatwe jest życie kosmicznego pirata. Na jego głowę nastają przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, łowcy nagród i inne szumowiny. Zawistni podwładni tylko czekają na każde potknięcie, a chciwi paserzy oferują marne kilka procent wartości zdobytych w pocie czoła łupów.


Mike Resnick, Starship: Pirat,
Fabryka Słów, Lublin 2010.
**************************************************************************************************************

O tych wszystkich niedogodnościach prowadzenia przestępczego żywota przekonuje się na własnej skórze Wilson Cole, niegdysiejszy oficer Floty galaktycznej Republiki, którego poznaliśmy w pierwszej części cyklu „Starship” pt. „Bunt”. Niesłusznie oskarżony przez przełożonych, Cole miał stać się kozłem ofiarnym ich niekompetencji i bezduszności. Uwolniony przez załogę okrętu, na którym służył, musiał wraz z nią salwować się ucieczką na tereny Wewnętrznej Granicy.

>

Aby utrzymać okręt i załogę, bohater podejmuje decyzję o zajęciu się pirackim rzemiosłem. Nie pozbywa się jednak swojego systemu wartości, który nie pozwala mu zabijać niewinnych ludzi i innych istot rozumnych po to tylko, aby przejąć ich własność. Dlatego Cole postanawia, że będzie rabował wyłącznie… innych rabusiów – piratów, którym obce są jego moralne skrupuły. Nieocenioną pomocą w tym procederze okazuje się piratka zwana Walkirią. Posiada ona wielką wiedzę o świecie przestępczym tego rejonu galaktyki, a także ma porachunki z jednym z tutejszych złoczyńców, niejakim Rekinem Młotem.

>

Resnick z podziwu godną konsekwencją piętrzy przed bohaterem przeszkody i poddaje mu inteligentne rozwiązania rodzących się w zastraszającym tempie problemów. Akcja powieści rwie do przodu i nie pozwala czytelnikowi ma złapanie oddechu. Lekkości nadają jej nieoczekiwane przejawy poczucia humoru. Czerpiąc z najlepszych wzorców literatury przygodowej, autor przenosi przystające do naszej rzeczywistości sytuacje w pięćdziesiąty wiek i w odległe rejony kosmosu.

27 lip 2010

Pomysł to zaiste fantastyczny, żeby w jednej fabule spotkały się postacie rodem z różnych dzieł literackich. Idei owej Alan Moore nadał kształt komiksu „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”. Niedawno ukazał się trzeci album z tej serii.



Alan Moore, Kevin O’Neill, Liga Niezwykłych Dżentelmenów. Stulecie: 1910,
Egmont, Warszawa 2010.
**************************************************************************************************************

Pierwotnie w skład zespołu weszła piątka bohaterów dziewiętnastowiecznej literatury popularnej. Byli to: Wilhelmina Murray („Drakula” Brama Stokera), kapitan Nemo (książki Juliusza Verne’a), Allan Quatermain (powieści Henry’ego Ridera Haggarda, m.in. „Kopalnie króla Salomona” i „Ona”), Henry Jekyll/Edward Hyde („Doktor Jekyll i pan Hyde” Roberta Louisa Stevensona) oraz Hawley Griffin („Niewidzialny człowiek” Herberta George’a Wellsa).

>

W pierwszym komiksie serii (wydanie polskie – 2003), którego akcja rozgrywała się w 1898 r., Liga rozpracowywała sprawę kradzieży cavoritu – substancji antygrawitacyjnej umożliwiającej zbudowanie statku powietrznego. Treścią tomu drugiego (2004) była natomiast walka z inwazją Marsjan, zresztą niezwykle podobnych do tych z powieści „Wojna światów” H. G. Wellsa. Owocem owej walki był rozłam w łonie Ligi i dekompletacja jej składu. Wątki z obu albumów znalazły swoje odbicie w ekranizacji (2003) z Seanem Connery’m w roli głównej.

>

Trzeci tom dzieła Moore’a i O’Neill’a przenosi nas do Londynu w tytułowym roku 1910. W składzie odnowionej Ligi, oprócz Miny Harker i Allana Quatermaina juniora, znaleźli się: Thomas Carnacki, detektyw mający kontakt z zaświatami (z książek Williama Hope’a Hodgsona), nieśmiertelny Orlando (tytułowa postać powieści Virginii Woolf) oraz A. J. Raffles, złodziej dżentelmen (z „The Amateur Cracksman” Ernesta Williama Hornunga). Swoją rolę odgrywa też w opowieści Andrew Norton (ze „Slow Chocolate Autopsy” Iaina Sinclaira). Jak łatwo zauważyć, są to postacie zdecydowanie mniej znane polskiemu czytelnikowi niż chociażby Nemo.

>

Ale wróćmy do fabuły. Blisko Ziemi przelatuje kometa Halley’a, wzbudzając zrozumiały niepokój. Naród angielski przygotowuje się do koronacji króla Jerzego V, a w londyńskich dokach zaczyna grasować morderca, który sposobem działania przypomina Kubę Rozpruwacza. Służby specjalne obawiają się zamachu podczas koronacji, a wszelkiego rodzaju sekciarze zwiastują nadejście apokalipsy.

>

Tymczasem Carnacki śni o wyznawcach tajnego kultu, którzy chcą sprowadzić na Ziemię istotę nazwaną Moonchild. Na dalekiej wyspie swoich dni dożywa zaś kapitan Nemo, próbujący przekonać do swych poglądów na życie córkę imieniem Janni. Ta jednak buntuje się i ucieka, trafiając do Londynu. Aby przeżyć, chwyta się każdej pracy, narażając się na poniżenie i niebezpieczeństwa. Sposób przedstawiania jej historii nawiązuje do „Opery za trzy grosze” Bertolta Brechta i Kurta Weila. Kolejne odsłony opowieści o dziewczynie komentowane są słowami piosenek. W końcu, kiedy przebierze się miara jej cierpienia, to Janni okazuje się motorem katastrofalnych w skutkach wydarzeń.

>

Fabuła komiksu napędzana jest przez przygodową akcję, pełną – także w dosłownym tego słowa znaczeniu – barwnych fajerwerków. Z drugiej strony ma zaś formułę erudycyjnej gry z czytelnikiem. Odbiór dzieła na obu tych poziomach ekspresji daje sporo satysfakcji, choć aby w pełni odczuwać ją w tym drugim kontekście, warto legitymować się pewnym zapleczem intelektualnym w postaci znajomości literatury anglosaskiej. Sam wątek zemsty za doznane krzywdy jest oczywiście sztandarowym motywem kultury popularnej. Moore odświeża go jednak i odziera z romantyzmu, aby podać nam we własnej, krwawej i naturalistycznej, wersji.

>

Idea wcielenia do Ligi Niezwykłych Dżentelmenów bohaterów innych dzieł stopniowo ewoluuje. Początkowo (w pierwszym i drugim tomie serii) to owe postacie nadają ton opowieści, dominując nad nią swoimi przymiotami charakteru, znanymi z oryginalnych fabuł, z których pochodzą. W „Stuleciu: 1910” bohaterowie odgrywają natomiast już karnie swoje role w opowiadanej historii, działając zgodnie z jej duchem i wewnętrzną logiką. A historia owa będzie się rozwijała dalej, bo omawiany album jest pierwszą częścią planowanej trylogii.

26 lip 2010

Nagrodzie przyznawanej przez czytelników miesięcznika „Science Fiction, Fantasy i Horror” nazwy użyczył okręt podwodny kapitana Nemo. Właśnie poznaliśmy laureatów kolejnej edycji Nautilusów.


Statuetka nagrody Nautilus.
Fot. Fabryka Słów
**************************************************************************************************************

Podczas zakończonego wczoraj w Warszawie konwentu Avangarda pisarz i redaktor naczelny SFFH, Rafał Dębski, przedstawił finalistów plebiscytu Nautilusa za rok 2009. Łącznie oddano 1721 SMS-owych głosów, z czego 1116 na powieści i 605 na opowiadania. Utwory wydane przez oficyny inne niż Fabryka Słów pojawiły się dopiero na piątych miejscach zestawienia. A pierwsze trzy w obu kategoriach okupuje dwóch autorów: Jarosław Grzędowicz i Andrzej Pilipiuk.

>

Nagrody Nautilus 2009

kategoria: powieść

1. Jarosław Grzędowicz „Pan Lodowego Ogrodu”, tom 3

2. Andrzej Pilipiuk „Homo bimbrownikus”

3. Andrzej Pilipiuk „Oko Jelenia. Pan Wilków”

4. Jacek Piekara „Charakternik”

5. Katarzyna Miszczuk „Wilczyca” (wyd. Egmont)

kategoria: opowiadanie

1. Andrzej Pilipiuk „Rzeźnik drzew” (ze zbioru „Rzeźnik drzew”)

2. Andrzej Pilipiuk „Ostatnia misja Jakuba” (ze zbioru „Homo bimbrownikus”)

3. Jarosław Grzędowicz „Chwila przed deszczem” (z antologii „Bajki dla dorosłych”)

4. Jakub Ćwiek „Gotuj z papieżem” (ze zbioru „Gotuj z papieżem”)

5. Robert W. Wegner „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” (ze zbioru „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe”, wyd. Powergraph)

25 lip 2010

Jak byśmy nie zabiegali – fantastycznie i całkiem realnie – czas płynie nieubłaganie. I właśnie upłynął rok, od kiedy spotkaliśmy się na tym blogu po raz pierwszy. Z tej okazji każdemu, kto JF odwiedza i sobie samemu życzę wszystkiego najbardziej fantastycznego!


W ciągu owego roku na blogu pojawiło się 219 wpisów. W większości były to recenzje książek, które przeczytałem w ostatnich miesiącach czy latach. Starałem się przybliżać ich treść i dzielić się z Wami refleksjami na jej temat. A także wskazywać, komu – moim zdaniem – dana pozycja może najbardziej przypaść do gustu. Mam nadzieję, że przynajmniej kilku z Was znalazło dzięki temu jakąś lekturę, która ich zainteresowała.

>

Do tej pory na JF wchodzono 21 tys. razy. Trudno określić, czy to dużo, czy mało – po prostu zależy z czym tę liczbę porównamy. Dość powiedzieć, że dzięki tylu odsłonom JF stał się najpopularniejszym żywym blogiem w serwisie „Gazety Olsztyńskiej”! I niech ktoś teraz twierdzi, że fantastyka jest literaturą niszową…

>

Jeśli tylko czas i zdrowie pozwolą, będę kontynuował swój blogerski proceder, ku uciesze Waszej i swojej. Marzy mi się też uatrakcyjnianie kolejnych wpisów, wszak fantastyka to nie tylko literatura. Zresztą coraz więcej procesów, które jeszcze wczoraj budziły zdziwienie, goszcząc wyłącznie w książkach czy filmach SF, dzisiaj zachodzi na naszych oczach, a kolejne cuda techniki wchodzą do codziennego użytku. I to właśnie jest dla mnie najbardziej fascynujące. Dlatego właśnie o tym chciałbym czasem wrzucić na JF garść refleksji.

23 lip 2010

Jednym z motywów klasycznej science fiction jest próba zawładnięcia ludźmi przez Obcych, opanowania przez nich ludzkich ciał, umysłów, podmiana tożsamości. Motyw ten odczytany jako metafora wskazuje na to, że prawdziwe zagrożenie dla człowieka tkwi w nim samym.



Scott Sigler, Infekcja,
Papierowy Księżyc, Słupsk 2009.
**************************************************************************************************************

W zależności od przyjętej konwencji (horror, technothriller) innych domniemanych czynników destruktywnych bywają dziesiątki (wirus, toksyna, promieniowanie), jednak efekt ich działania na człowieka jest zbliżony: traci on swoją osobowość, staje się zagrożeniem dla siebie i innych, zmienia się w krwiożerczą bestię, oddaje się złu, które „zżera” go od środka, czasami zupełnie dosłownie.

>

Powieść Siglera bazuje na takich właśnie motywach. Czyni to w konwencji thrillera SF, zachowując pozór racjonalności, choć jej naturalizm i opisy okrucieństwa kierują ją w stronę horroru. Pochodzące z kosmosu tajemnicze zarodniki zagnieżdżają się w organizmach wybranych ludzi. Rozwijają się w nich, tworząc dokuczliwe, trójkątne narośle. Ofiary stopniowo popadają w paranoję, niektóre w morderczym szale mordują innych i siebie. Nad rozwikłaniem zagadki pasożytniczych Trójkątów pracuje specjalna komórka CIA.

>

Równolegle śledzimy samotną walkę z infekcją, prowadzoną przez Perry’ego Dawsey, byłego futbolistę, noszącego w sobie pamięć traumatycznych przeżyć z dzieciństwa. Jak na ironię losu, to właśnie te ostatnie zahartowały go na tyle, że jest w stanie stawiać czoła podstępnemu wrogowi, który pożera jego ciało, próbuje zawładnąć emocjami i wpływać na myśli. Ta konfrontacja to także walka o zachowanie własnej osobowości, wyzwolenie pamięci, psychiczną wolność i prawo do kontroli nad własnym życiem. Wątek Perry’ego wywołuje rzeczywiste dreszcze i podskórny niepokój, którego trudno się pozbyć jeszcze długo po lekturze. „Infekcja” najbardziej spodoba się więc tym, którym niestraszne są tego rodzaju doznania.

20 lip 2010

Arthur C. Clarke’a (1917-2008) był w science fiction człowiekiem-instytucją. A jeśli dołączymy do tego działalność na polu naukowym i społecznym, nie zdziwi nas, że zostawał laureatem nie tylko branżowych nagród światka miłośników fantastyki, ale zyskał nawet dwie nominacje do Nagrody Nobla: pokojowej (1994) i literackiej (1999).



Arthur C. Clarke, Frederik Pohl, Ostatnie twierdzenie,
vis-a-vis/Etiuda, Kraków 2010.

**************************************************************************************************************

Swoją ostatnią powieść Clarke napisał wspólnie z innym weteranem SF Frederikiem Pohlem. Jej akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, a bohaterem jest Ranjit Subramanian, młody Tamil ze Sri Lanki (Clarke mieszkał tam od 1956 r.). Pasją Ranjita jest matematyka, zaś jego idee fixe – odtworzenie zaginionego dowodu tzw. wielkiego twierdzenia Fermata. Drugim naukowym zainteresowaniem Ranjita staje się astronomia i możliwości eksploracji kosmosu. To ostatnie ułatwić ma konstruowana właśnie na Sri Lance tzw. winda kosmiczna, umożliwiająca wynoszenie ludzi i materiałów na orbitę geostacjonarną.

>

Losy Ranjita poznajemy na bogatym tle wydarzeń związanych z kwestiami religijnymi, etnicznymi, społecznymi i politycznymi regionu i świata. Rozwiązywaniem tych kwestii zajmuje się tajna organizacja „Pax per Fidem”. Tymczasem w dalekim kosmosie rasa Wielkich Galaktyków uznaje ludzi za zagrożenie i podejmuje decyzję o eksterminacji naszego gatunku. W tym celu wysyła w kierunku Ziemi flotę wojenną.

>

Autorom udało się stworzyć powieść intrygującą pod względem zawartości naukowej, rysującą wiarygodną wizję przyszłości i wciągającą literacko. Powieść, przy lekturze której przejmujemy się zarówno losami bohatera i jego bliskich, jak i losami ludzkości i całej planety. Choć w „Ostatnim twierdzeniu” nie brak rozczarowania okrucieństwem i bezmyślnością rodzaju ludzkiego, znajdziemy tu także dużą dawkę nadziei na przyszłość. Nadziei, że ludziom w końcu uda się nie tylko przetrwać na Ziemi, ale też porzucić dotychczasowe barbarzyństwo i konstruktywnie rozwiązywać własne problemy.

18 lip 2010

Rocznicę grunwaldzkiej wiktorii  uczcił też imć Jacek Komuda, naczelny bard Polski szlacheckiej. A wcześniej nawiązał do niej w swoim cyklu „krzyżackim” Dariusz Domagalski.


Jacek Komuda, Krzyżacka zawierucha,
Fabryka Słów, Lublin 2010.
**************************************************************************************************************

Jacek Komuda w swoich książkach z pasją śledzi historię, odkłamuje ją i odbrązawia. Tak było w książkach opisujących czasy rozkwitu Rzeczypospolitej szlacheckiej, jak i w tych, które rozgrywają się w piętnastowiecznej Francji. Nie inaczej podchodzi autor do kwestii wojen polsko-krzyżackich.

>

„Krzyżacka zawierucha” – opis wydawcy:

Oto „Krzyżacka zawierucha” – najnowsza książka Jacka Komudy, jego literacki hołd dla 600-lecia bitwy pod Grunwaldem. Przekorny, nie lukrowany, żywy do bólu.

>

18 września 1454, pole bitwy pod Chojnicami. Straszliwa klęska przeważających sił rycerstwa polskiego. Triumfuje taktyka i sprawność krzyżackich jednostek najemnych. Pomsta za Grunwald. Młody rycerz Bolko z Rożnowa, wnuk nieśmiertelnej sławy Zawiszy Czarnego cudem unika śmierci. Splot wydarzeń ciska go jednak w paszczę wojny wywiadów, intryg ludzi, którzy rycerski honor i kodeks uważają za uciążliwy anachronizm.

>

Oto zmierzch epoki rycerskich ideałów. W huku zderzających się pancerzy, kwiku oszalałych koni, zgrzycie toporów i mieczy – rodzi się nowe. Brutalne i skuteczne. Przyłącz się! Lub giń!

>

Z legendą stworzoną piórem Henryka Sienkiewicza mierzy się także Dariusz Domagalski, autor trzytomowego cyklu „krzyżackiego”, wydanego przez Fabrykę Słów. „Delikatne uderzenie pioruna”, „Aksamitny dotyk nocy” i „Gniewny pomruk burzy” (ostatni tom ukazał się niedawno) to solidna dawka dobrej literackiej rozrywki i zupełnie nowe spojrzenie na wojnę z Zakonem krzyżackim.

>

„Gniewny pomruk burzy” – opis wydawcy:

Pogoń runęła na Krzyż. Krzyż starł się z Orłem.

Nadszedł i minął dzień Świętego Jana Chrzciciela – żadna już siła nie mogła powstrzymać tej burzy.

Z tysięcy okutych pancerzem piersi wybuchł pod niebiosa krzyk straszny. Wycie strzał, szczęk mieczy, huk toporów zatrzęsły posadami kosmicznego porządku. Grunwaldzkie pola spłynęły rzekami krwi.

Niewielu prosiło o litość – niewielu litość okazało.

Oto wypełniły się dni, myśli zmieniły się w czyny i padły wykrzyczane słowa. Runął odwieczny układ sił.

Wszechświat zastygł w oczekiwaniu.

Koniec, czy nowy początek?


15 lip 2010

Z okazji 600-lecia grunwaldzkiej wiktorii powstały filmy, animacje, piosenka, teledysk, komiksy. Narodziła się również powieść Szczepana Twardocha, wydana w serii „Zwrotnice Czasu. Historie alternatywne”, firmowanej przez Narodowe Centrum Kultury.


Szczepan Twardoch, Wieczny Grunwald. Powieść zza końca czasów,
Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2010.
**************************************************************************************************************

„Wieczny Grunwald” nie jest powieścią pisaną ku pokrzepieniu serc. Jej bohater, Paszko, nieślubny syn Kazimierza Wielkiego ginie w bitwie pod Grunwaldem i w tym momencie zaczyna się jego „przezwieczna” odyseja w czasie i przestrzeni, w poszukiwaniu sensu istnienia. To przykład fantastyki retrospektywnej, mrocznej i brutalnej. Szczepanowi Twardochowi udaje się doskonale oddać psychikę bohatera, targanego wewnętrznymi dylematami i trawionego przez własne emocje. Autorem okładki powieści jest Wojtek Siudmak, a ilustracji — Irek Konior.

>

Szczepan Twardoch (ur. 1979) ukończył socjologię na MISH Uniwersytetu Śląskiego, gdzie studiował również filozofię. Literacko debiutował w 2001 r. opowiadaniem „Obłęd rotmistrza von Egern”, następnie współpracował m.in. z „Nową Fantastyką” i „Czasem Fantastyki”, „Opcjami”, „Lampą”, „FA-artem”. Stale współpracuje z „Arcanami” i „44/Czterdzieści i Cztery”. „Wieczny Grunwald” to jego piąta powieść, po „Sternbergu”, „Epifanii wikarego Trzaski” (nagrodzonej Srebrnym Wyróżnieniem nagrody im. Jerzego Żuławskiego), „Zimnych wybrzeżach” i „Przemienieniu”. Obok powieści wydał również dwa zbiory opowiadań, za jeden z nich — „Prawem wilka” — był nominowany do nagrody im. Józefa Mackiewicza. Mieszka na Górnym Śląsku. Prowadzi bloga.

>

Z recenzji Macieja Parowskiego:

Twardocha pasjonuje prawdziwy los jednostki w historii — doświadczanej kalectwem i śmiercią podczas wojen i grabieży. Jednostki poniżanej z racji stanu czy płci, poddanej naciskowi wielkich narodowych mitologii, jednostki wprzęgniętej w wielowiekową rywalizację żywiołów narodowych. Chodzi o nas, o Niemców i Rosjan, o Litwinów, Prusów, Gruzinów. O wielkie, symboliczne Grunwaldy toczone w historii w milionach dusz — ogarniętych entuzjazmem bądź obojętnych, zdziczałych bądź pragnących zachować człowieczeństwo, a i tak zawsze płacących najwyższe ceny. Twardoch pragnie to wszystko oddziecinnić, ukazując samotność, cierpienie, rozpacz. A z drugiej strony okrucieństwo, egoizm, potworność ludzkich działań, składających się na codzienne życie i na wielką historię.

>

Z recenzji Jacka Dukaja:

Jeśli narody mają dusze, to do jakich czyśćców i piekieł one zstępują, do jakich niebios ulatują?

„Wieczny Grunwald” nie jest po prostu „powieścią historyczną” — Szczepan Twardoch stworzył tu narrację o losach jednostki i narodu rozpostartą i w przeszłość, i w przyszłość, i wszerz, w życia nieziszczone; roztęcznioną od realizmu faktów historycznych do fantastycznej metafory „ducha narodowego”.

Od czasu Teodora Parnickiego nie pisano w Polsce z tak szalonym rozmachem o człowieku rozdzieranym przez żywioł dziejów i schizofrenicznej lojalności mieszańca, dziecka dwóch kultur, bękarta dwóch ojczyzn.

>

Więcej o książce na „grunwaldzkiej” stronie internetowej NCK.

>

Dobrą ilustracją dla klimatu powieści Twardocha będzie niewątpliwie rocznicowy utwór zespołu Armia. Dają chłopaki czadu!

12 lip 2010

Czy żywe stworzenia, łącznie z ludźmi, są jedynie nosicielami genów? Czy informacja stała się odrębnym bytem, samodzielnym i dążącym do nieograniczonej replikacji? Tego rodzaju pytania stawia Greg Egan w swojej powieści.



Greg Egan, Teranezja,
Solaris, Stawiguda 2010.
**************************************************************************************************************

Ten australijski pisarz to jeden z niewielu współczesnych mistrzów fantastyki prawdziwie naukowej. W „Teranezji” śledzi zadziwiające mutacje genetyczne, które dosięgają przedstawicieli flory i fauny archipelagu Moluków w pobliżu Nowej Gwinei. W pierwszej odsłonie opisywanej historii towarzyszymy małżeństwu bengalskich naukowców, którzy na tytułowej wyspie prowadzą badania nieopisanego wcześniej gatunku motyla. Wraz z nimi mieszkają ich dzieci: dziewięcioletni Prabir i młodsza od niego Madhusree.

>

Po kilkunastu latach rodzeństwo powraca na Moluki, żeby – każde na swój sposób – kontynuować dzieło rodziców. Dla Prabira przeżycia z dzieciństwa stały się trudną do zniesienia traumą. Powrót na Teranezję – oprócz szansy na odkrycie źródła i celu zmian genetycznych, którym podlega świat żywy archipelagu – staje się dla bohatera osobistą wyprawą do własnego piekła, które na lata zamknął w więzieniu umysłu.

>

Egan z wielką biegłością łączy dyskurs wykorzystujący najnowsze osiągnięcia nauki z sensacyjną akcją i psychologiczną głębią. Dzięki temu otrzymujemy powieść o niezwykłym realizmie, wzbogaconą o refleksje natury filozoficznej, etycznej i religijnej. Równie starannie prowadzone są przez autora wątki dotyczące ludzkiej seksualności i miłości, jak i problemów politycznych czy ekologicznych regionu. To wszystko składa się na dzieło kompletne, stanowiące wyzwanie dla intelektu i emocji czytelnika. Dzieło to rodzi podstawowe – choć nie padające bezpośrednio – pytanie: co lub kto jest nadawcą informacji współkształtującej nasz świat?

10 lip 2010

Brak określenia zakresu tematycznego tej antologii zaowocował ogromną różnorodnością utworów. W rezultacie sąsiadują ze sobą opowiadania humorystyczne z pisanymi zupełnie na serio. I trzeba przyznać, że te pierwsze bardziej zapadają w pamięć.



Antologia Fantasy, red. George Mann,
Copernicus Corporaton, Warszawa 2010.
**************************************************************************************************************

Mike Resnick wraca do wypróbowanej w dwóch powieściach („Na tropie jednorożca” i „Na tropie wampira”) postaci detektywa Mallory’ego, który prowadzi biuro na magicznym Manhattanie. Tym razem bohater poszukuje ostatniego jaja lamii, a czyni to z charakterystycznym wdziękiem („Hokus-pokus”). W podobnej poetyce porusza się T. A. Pratt, opisując próbę powstrzymanie obłąkanego czarodzieja od sprowadzenia niezbyt sympatycznego morskiego bóstwa („Większy od morza”). Obu autorom dzielnie sekunduje Scott Thomas, który każe swojemu bohaterowi używać napoju magicznego do zdobycia przychylności wybranki serca („Piosenka miłosna porucznika Priveta”).

>

Innego rodzaju poczucie humoru – bardziej zjadliwe, zbliżone do poetyki absurdu – prezentuje Steven Erikson („Błotnista pułapka nadfioletu”). Sztorm na Karaibach staje się dla niego pretekstem do wykreowania galerii bohaterów, których losy okazują się powiązane ze sobą w zadziwiający sposób.

>

Na przeciwległym biegunie względem tych opowieści sytuuje się przejmujący utwór Luciusa Sheparda („Chinandega”). Przesyconą realizmem magicznym i ocierającą się o naturalizm akcję umiejscowił autor w podupadłym meksykańskim miasteczku. Pewien młodzieniec przybywa tutaj celem odnalezienia siostry, która uciekła z domu, by zostać dziwką. Poszukując jej, napotyka na swej drodze postacie rodem z krwawych prekolumbijskich mitów.

>

Pozostałe z szesnastu utworów antologii utrzymane są w różnych konwencjach i prezentują niezły poziom warsztatowy. Dzięki temu doskonale nadają się do zaprezentowania różnorodności gatunku i szerokiego spektrum zainteresowań współczesnych twórców. A taki właśnie cel przyświecał redaktorowi tomu.

Older Posts »
Blog Rafała Śliwiaka

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.