14 maj 2012

Być albo nie być… zalęknionym, oto jest pytanie – chciałoby się sparafrazować najsłynniejszy monolog Szekspira. Czy bowiem pomimo tragedii osobistych i globalnych winniśmy zachowywać wewnętrzny spokój i cieszyć się życiem, czy też drżeć z niepokoju i z lękiem wyglądać każdego kolejnego dnia, który przybliża nas do śmierci?

 

Janusz Cyran, Ciemne lustra,
Fabryka Słów, Lublin 2006.
**************************************************************************************************************

Pośród pisarzy fantastów znajdziemy wyznawców obu tych filozofii życiowych, które – oczywiście – zyskują odbicie w ich twórczości. Dlatego też po lekturze jednych utworów odczuwamy spokój i harmonię ze światem, a inne budzą w nas  skrywane lęki i zasiewają ziarna niepokoju. Do tej drugiej grupy należą krótkie formy prozatorskie Janusza Cyrana.

>

Pisarz ten tworzy stosunkowo niewiele – jego dorobek od debiutu (w 1988 r.) do 2006 r. zamyka się raptem w kilkunastu opowiadaniach. Ale każde z nich zyskiwało oddźwięk wśród czytelników i krytyków, stając się przedmiotem ożywionej dyskusji. Dziesięć spośród tekstów publikowanych wcześniej w czasopismach, znalazło się w zbiorze „Ciemne lustra”.

>

Autor ustawił je w pewnej logicznej kolejności, uwzględniającej stopień cybernetyzacji przedstawionego w nich świata. Począwszy od poziomu, na którym cybernetyczne twory są jeszcze tylko gadżetami, wspomagającymi człowieka („Sieć i młot”), poprzez etapy zawłaszczania przez nie kolejnych obszarów ludzkiej aktywności, cielesności, a wreszcie – umysłu („Wylęgarnia”, „Śpiochy w Urlo”), a skończywszy na zredukowaniu ludzkiego istnienia do zapisu w wirtualnym uniwersum („Licytacja”).

>

Fabuły są często pretekstem do przedstawienia wizji mrocznych, zdehumanizowanych światów, w których granice pomiędzy tym, co rzeczywiste i zmysłowe, a tym, co wirtualne i fałszywe, są nieostre i często się zatracają. Do kwestii zwodniczości świata dochodzą również problemy z ludzką tożsamością – jej zanikiem, deformacją, określaniem jej na nowo. Wizje Cyrana są pesymistyczne, wydobywają na wierzch wstydliwe namiętności i żądze. Ze wzglądu na bezkompromisowe drążenie mrocznych zakamarków duszy, przed czytelniczą wyprawą do tego literackiego uniwersum warto uzbroić się w nieco optymizmu, aby powrócić z niej bez uszczerbku na chęci do życia.

10 maj 2012

Każdy z nas żyje w zamkniętym świecie, wyznaczonym indywidualnymi granicami postrzegania i umiejętnością interpretacji spostrzeżeń, nawykami zakorzenionymi w tradycji, społecznymi konwenansami i osobistymi uprzedzeniami. Jeśli dojdzie do tego opresyjny system polityczny, ekonomiczny, społeczny czy religijny, skala naszego niewolnictwa się dopełnia.

 

Mervyn Peake, Tytus Groan,
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.
*************************************************************************************************************

Doskonałą metaforę uwięzienia człowieka we własnych i narzuconych ograniczeniach dał angielski prozaik, poeta, malarz i ilustrator Mervyn Peake w powieściach składających się na cykl „Gormenghast”. Publikacja w ojczyźnie Peake’a czwartej z nich (dokończonej na podstawie notatek pisarza) stała się dla polskiego wydawcy okazją do wznowienia całości cyklu. „Tytus Groan” jest jego pierwszą odsłoną, od razu ukazującą rozmach autorskiego zamysłu.

>

Fascynująca wędrówka przez sale, korytarze, krużganki, zakamarki ogromnego gotyckiego zamczyska o groźnie brzmiącej nazwie Gormenghast, jest jednocześnie podróżą przez skomplikowane labirynty ludzkiej psychiki: gorących a skrywanych namiętności, nieoczywistych motywacji, szaleństwa wszelkiego autoramentu. To ostatnie w różnym stopniu staje się udziałem galerii bohaterów, reprezentujących pełen wachlarz charakterów.

>

Gormenghast to odwieczna siedziba arystokratycznego rodu Groanów, a Tytus ma być 77. hrabią panującym w jego murach. Akcja powieści rozpoczyna się jeszcze przed narodzeniem tytułowego bohatera, a kończy jego drugimi urodzinami, siłą rzeczy jest on więc raczej biernym uczestnikiem opisywanych wydarzeń niż jego motorem. Wszystko, co dzieje się w zamku w jakiś sposób łączy się jednak z jego osobą.

>

Dla swoich mieszkańców Gormenghast jest całym światem – rodzą się w nim, żyją i umierają. Ich egzystencję wyznaczają codzienne rytuały o wywodzącej się z zamierzchłej przeszłości symbolice, której sensu nikt już nie rozumie. Powtarzanie wciąż na nowo rytualnych czynności sprawia, że ludzie stają się ich niewolnikami – bezwolnymi, bezrozumnymi, wyzutymi z wszelkiej kreatywności, nie podejmującymi prób wprowadzenia jakiejkolwiek zmiany, niemymi, ślepymi i głuchymi. Rytuały te odciskają mocne piętno na bohaterach, z których każdy jest co najmniej ekscentryczny i tkwi zamknięty we własnym, zwariowanym świecie.

>

Nawet władza hrabiego Groana okazuje się w dużym stopniu wyimaginowana i ogranicza się do wykonywania ceremonialnych czynności. Narodziny Tytusa, który ma być następcą obecnego hrabiego, stają się katalizatorem zmian. Na ich przebieg decydujący wpływ ma postać niezwykle ambitnego nastolatka Steerpike’a, który swoją karierę w zamczysku rozpoczyna od funkcji pomocnika kuchennego. Pchany żądzą władzy, szybko jednak pnie się po kolejnych stopniach zamkowej hierarchii, wykazując się cynizmem i bezwzględnością, nie stroniąc od oszustw, kłamstw i szantażu.

>

Peake drobiazgowo opisuje zarówno przebieg akcji, jak i wygląd zamkowych wnętrz, który odmalowuje z malarską precyzją. Gormenghast, będący centrum wszystkich wydarzeń w powieści, z jednaj strony przytłacza swym ogromem, z drugiej zaś – odstręcza oznakami upadku i rozkładu. Zrujnowane sale i korytarze prezentują się niczym składowisko rupieci z przeszłości. Materialnej degrengoladzie sekunduje beznadziejność i marazm egzystencji mieszkańców zamku, których jedynym celem wydaje się być podtrzymywanie ustalonego, ale zupełnie niepojętego porządku rzeczy.

>

Gormenghast to metafora świata, który zakrzepł zapatrzony w przeszłość, tkwi w niej, nie rozwija się, nie idzie do przodu, nie odradza, a tym samym obumiera, popada w ruinę, nieuchronnie zdąża ku zagładzie – niczym dwór chińskiego cesarza w Zakazanym Mieście, przekonany o własnej doskonałości i niepodany na jakąkolwiek zmianę. Peake wpisuje w swoją powieść ostrzeżenie przed tego rodzaju gnuśnością: jeśli bowiem sami nie będziemy wprowadzać w swoim życiu, domu, kraju, świecie niezbędnych zmian, znajdzie się ktoś taki, jak bezwzględny kuchcik, który to wykorzysta.

>

„Tytus Groan” i kolejne tomy cyklu wskazywane są jako prekursorskie dla nurtu fantasy. Jednak, jak słusznie podkreśla tłumaczka: „Cała niesamowitość powieści ma źródło naturalne. To ludzkie charaktery i namiętności, wyostrzone i przerysowane, doprowadzone do granic absurdu, stwarzają sytuacje pełne napięcia i grozy”. Jak więc widać, wytrawnemu pisarzowi nie potrzeba wyciąganych z kapelusza królików i arsenału magicznych środków do tego, by tworzyć pełną magii prozę.

07 maj 2012

Gdy technologia osiąga określony stan zaawansowania, staje się nieodróżnialna od magii. Ta celna myśl, sformułowana przez Arthura C. Clarke’a, wciąż zyskuje na aktualności. Używamy elektronicznych gadżetów, nie rozumiejąc zasad ich działania, które pozostają dla nas… czarną magią. Nic więc dziwnego, że i cały świat zaczynamy postrzegać w kategoriach magicznych.

 

Kroki w nieznane 2011,
Solaris, Stawiguda 2011.
**************************************************************************************************************

Doroczna antologia „Kroki w nieznane” z założenia ma odzwierciedlać i przybliżać aktualne trendy w światowej fantastyce. Ta ostatnia podąża w kierunku swobodnej imaginacji, odwracając się od racjonalizmu, nauki i technologii, dlatego też znaczna część tekstów w najnowszym tomie „Kroków…” to proza z elementami fantasy, horroru, metafizyki.

>

Stałym komponentem mocno zróżnicowanych gatunkowo i tematycznie opowiadań pozostaje dominacja pierwiastka ludzkiego – kwestie świadomości człowieka, siły jego ducha, nieograniczonych możliwości, zwyczajnych i nadzwyczajnych umiejętności. Motywy te znajdziemy zarówno w tekstach lżejszego kalibru, awanturniczych i sowizdrzalskich (Parker, Pi, Yu), jak i w tych najbardziej poruszających (Stross, Diaczenkowie, Berger). Pozostałe utwory wyraźnie zmierzają ku horrorowi (Simmons, Rivera, Nesterienko, Ludwigsen).

>

Najmocniejszym punktem tegorocznej edycji jawi się nam „Prorocze światło” Kosmatki: naukowiec zajmujący się fizyką kwantową opracowuje doświadczenie, za pomocą którego można określić obecność w istocie żywej samoświadomości (duszy?), co niesie za sobą daleko idące implikacje.

>

Obcowanie z tymi różnorodnymi tekstami daje dużo satysfakcji i budzi pełen wachlarz emocji. Choć tym razem w tomie znajdziemy mniej problemowej SF, brak ten rekompensuje nam solidna porcja historii z wątkiem przygodowym, kryminalnym, metafizycznym, prezentujących rzemiosło pisarskie najwyższej próby. A ich lektura pozwala nam trzymać rękę na pulsie współczesnej fantastyki.

01 maj 2012

Oderwanie człowieka od natury niesie ze sobą różne śmieszno-straszne inklinacje. Takie na przykład, jak okrzyk zszokowanego kilkulatka „Mamo, ten koń je trawę!”. W przeciwieństwie do wielu swoich rówieśników, rzeczony chłopiec miał szansę poznać prawdę o diecie kopytnych czworonogów, a stało się to podczas rozpoczętych dziś na Polach Grunwaldu zawodów w historycznym łucznictwie konnym.

 

Lesley Livingston, Oddech nocy,
Jaguar, Warszawa 2011.
**************************************************************************************************************

A jeśli już o koniach mowa, to od takowego zaczyna się cały galimatias w powieści Lesley Livingston. Siedemnastoletnia, marząca o karierze aktorskiej Kelley natyka się na tegoż rumaka w środku nowojorskiego Central Parku, a konkretnie w… stawie. Wdzięczny za okazaną pomoc koń człapie za dziewczyną, pcha się do mieszkania, zamieszkuje w jej wannie, zżera mydło i wypija najlepszy francuski płyn do kąpieli. Bo nie ze zwykłym zwierzęciem mamy tu do czynienia, ale z kelpie – groźnym zmiennokształtnym koniem wodnym rodem z celtyckiej mitologii.

>

Pierwsze spotkanie Kelley z metafizycznym światem pociąga za sobą kolejne – czasem groźne, czasem całkiem miłe. Do tych pierwszych należy choćby nocna szarża, którą uskutecznia na nią Czarna Bestia. Na czoło tych drugich wysuwa się zaś poznanie zabójczo przystojnego Sonny’ego Flannery’ego, który stopniowo budzi w sercu adeptki aktorstwa cieplejsze uczucia i broni jej – jak na paranormalny romans przystało – przed atakami metafizycznych poczwar.

>

Pomysł połączenia świata szekspirowskiego „Snu nocy letniej” z naszą rzeczywistością jest głównym atutem „Oddechu nocy”, dającym duże pole do popisu dla pisarskiej kreatywności i owocującym wieloma niespodziewanymi rozwiązaniami fabularnymi. Dość powiedzieć, że w przygotowywanej w powieści inscenizacji sztuki Szekspira niektóre postacie z zaświata są grane przez aktorów będących nimi naprawdę. Życie pary bohaterów pozostaje w ciągłym zagrożeniu, dzięki czemu cała historia nabiera rumieńców i zyskuje napięcie.

23 kwi 2012

W życiu człowieka zdarzają się momenty, gdy otaczająca go rzeczywistość jawi mu się jako nie do końca zrozumiały fenomen. Większość poprzestaje na udaniu się do najbliższego punktu wyszynku napojów alkoholowych, celem zresetowania umysłu. Są jednak nieliczni, którzy drążą dręczący ich niepokój i podejmują mozolny trud ubrania myśli w słowa, łącząc refleksje z atrakcyjnością przekazu.

 

Rafał Kosik, Obywatel, który się zawiesił, 
Powergraph, Warszawa 2011.
************************************************************************************************************* 

Jednym z tychże jest Rafał Kosik, konsekwentnie podążający własną drogą twórczą, niepomny na literackie mody i marketingowe konwencje. Niezależnie od systematycznego dodawania kolejnych tomów do fantastyczno-przygodowej serii dla młodzieży („Felix, Net i Nika„), pisarz ten tworzy oryginalne powieści spod znaku SF, przynoszących mu uznanie czytelników i zasłużone laury („Mars„, „Vertical”, „Kameleon„). „Obywatel…” to pierwszy tom jego opowiadań zebranych, zawierający dziesięć utworów z lat 2001-07.

>

Pierwsza grupa tekstów to fantastyka bliskiego zasięgu o zacięciu socjologicznym i politycznym. Pisarz bierze na celownik pewne zjawiska, które można dostrzec w dzisiejszym świecie, i antycypuje ich rozwój w przyszłości. Poprzez przerysowanie prezentuje sugestywny, a jednocześnie bezkompromisowy komentarz do aktualnej sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej naszego kraju, tudzież stanu ludzkiej cywilizacji w ogóle. W obu kwestiach Kosik okazuje głębokie rozczarowanie kierunkiem zachodzących zmian (vide tytułowy tekst zbioru).

>

Skutkuje to zwróceniem się przez niego ku opowieściom niesamowitym, przesiąkniętym grozą i metafizyką. W tej grupie utworów szczególnie wyraźnie widać tajemniczość ukrytą pod powierzchnią rzeczywistości, jej nieprzewidywalność i niemożność przeniknięcia racjonalnym umysłem. Bohaterowie postawieni zostają przed koniecznością dociekania prawdy o świecie, czego nie upraszcza im manifestująca się w najbardziej nieoczekiwanych momentach metafizyka, często bardzo różna od ich powszechnych wyobrażeń. Okazuje się, że tylko zachowanie własnych poglądów i przekonań, trzymanie się uznawanych wartości i poleganie na własnych uczuciach, daje szanse na ocalenie.

18 kwi 2012

Im zasób wiedzy i znajomość danej dziedziny są mniejsze, tym łatwiej człowiekowi formułować radykalne i arbitralne sądy. Z nabieraniem doświadczenia i poszerzaniem sfery poznania, zaczyna on zaś dostrzegać pomijane wcześniej subtelności i niuanse, istotne powiązania i zależności, które powodują, że coraz trudniej mu jednoznacznie i zdecydowanie określać swój stosunek do określonych zagadnień.

 

Rakietowe szlaki, t. 3,  
Solaris, Stawiguda 2011.
************************************************************************************************************** 

Nie inaczej jest wśród czytelników fantastyki. Po przyswojeniu pięciu książek zwykle łatwo jest wskazać tę najlepszą i kruszyć kopie w obronie swojego zdania. Gdy liczba lektur idzie w setki, z trudem przychodzi wybranie dziesiątki czy dwudziestki najlepszych, bo każda spodobała się nam z innego powodu. Top-lista wciąż się wydłuża i zamknąć jej nie sposób.

>

Właśnie tego rodzaju problemom, z którymi Wojtek Sedeńko borykał się przy zestawianiu antologii najlepszych opowiadań SF drugiej połowy XX w., zawdzięczamy ukazanie się trzeciego tomu „Rakietowych szlaków” (i kolejnych też). W swych czytelniczych poszukiwaniach redaktor ów (wspomagany przez Lecha Jęczmyka) natrafił bowiem na tyle perełek fantastycznej nowelistyki, że obliczony na dwa woluminy (tom 1, tom 2) projekt rozrósł się już do pięciu i być może na tym się nie skończy.

>

Zdecydowana większość zebranych w tym tomie tekstów była na przestrzeni lat drukowana w pismach, antologiach czy autorskich zbiorach. Jednak zaprezentowanie ich w jednym miejscu daje nam niecodzienną możliwość obcowania z potężną dawką doskonałej fantastyki, w której motorem akcji jest intrygujący pomysł, a kwestie dotyczące aktualnych problemów człowieka i cywilizacji mocno działają na nasze emocje i intelekt. Dodatkowym dowodem wartości 13 zgromadzonych tutaj utworów niech będzie to, że łącznie otrzymały one 5 Nagród Locusa, 4 Nebule, 3 Hugo, po jednej Nagrodzie im. Brama Stokera i im. Zajdla.

>

Każdy szanujący się miłośnik fantastyki powinien bezwzględnie poznać wszystkie te teksty. A gdy to już uczyni, zapewne również będzie miał trudność ze wskazaniem tego najlepszego z najlepszych. Zaprawdę dylematy stają się coraz większe, ale… nie zmniejsza to satysfakcji z poznawania kolejnych szlaków, wyznaczanych przez rakiety współczesnej SF.

10 kwi 2012

Ludzka wyobraźnia ma swoje ograniczenia. Dlatego tak trudno jest wymyślić coś, co nie byłoby prostym połączeniem elementów już znanych, vide galeria horrorowych potworów, pozszywanych z ośmiorniczych macek, włochatych pajęczych nóg, wilczych szczęk i niedźwiedzich pazurów. A już wymyślenie całego oryginalnego świata jest prawdziwą sztuką.

 

Karl Schroeder, Słońce Słońc, 
Ars Machina, Lublin 2011.
************************************************************************************************************** 

Z powodu stopnia trudności, tylko niewielu pisarzy podejmuje się tego karkołomnego zadania. Do ich grona należy Kanadyjczyk Karl Schroeder, zaś „Słońce Słońc” jest tego najlepszym dowodem. Akcja powieści rozgrywa się w dalekiej przyszłości w… balonie o średnicy trzech tysięcy mil, wypełnionym powietrzem. W panującej tu nieważkości dryfują kule wody i fragmenty skał, żyją też stworzenia przystosowane do zadziwiającego środowiska.

>

Ludzie zamieszkują w zawieszonych w przestrzeni pierścieniowych miastach, które dzięki ruchowi obrotowemu wytwarzają namiastkę grawitacji. Miasta te korzystają ze światła i ciepła sztucznych słońc, porozmieszczanych w przestworzach. Elementy uniwersum Schroedera zazębiają się i uzupełniają. Autor szczegółowo opisuje jego funkcjonowanie, ukazując m.in., jak różnice klimatyczne wpływają na dany obszar i różne aspekty życia jego mieszkańców: technologię, obyczaje, historię, politykę.

>

Hayden Griffin to pilot aerocykli, który pragnie pomścić śmierć rodziców. Gdy próbuje zbliżyć się do odpowiedzialnego za nią admirała, zostaje wcielony do załogi okrętu, który wyrusza, by odnaleźć wytwory zaginionej technologii. Przebywanie na jednym pokładzie z zaprzysięgłymi wrogami nie jest dla Griffina lekkim przeżyciem. Ale to nie jedyny jego problem, bo na drodze ekspedycji stają bezwzględni piraci.

>

Intryga, zmyślnie prowadzona pośród sugestywnie obrazowanych powietrznych bitew, potrafi niejeden raz zaskoczyć. Dzięki rozmachowi i mocy pisarskiej wizji, często czujemy się, jakbyśmy znaleźli się w centrum opisywanych wydarzeń. W połączeniu z oryginalnością świata sprawia to, że powieść jest lekturą wciągającą i atrakcyjną. A do tego łatwą w odbiorze — napisana została bowiem lekkim językiem i ze sporym poczuciem humoru.

26 mar 2012

Gatunek ludzki co jakiś czas ulega złudzeniu, że piękno jest ważniejsze niż dobro. Stawia je więc na piedestale, buduje mu ołtarze, ku jego chwale obmyśla rytuały, oddaje mu cześć niemal boską. To wszystko dotyczy nie tylko cieszących nasze oczy dzieł sztuki, ale również pięknych ludzi płci obojga.

 

Alex Flinn, Bestia, 
Galeria Książki, Kraków 2011.
************************************************************************************************************** 

Ci zaś, jeśli tylko uwierzą w swoją wyjątkowość, wynoszą się ponad bliźnich, mając się omalże za półbogów. Tak też czyni szesnastoletni Kyle, jego ojciec podarował mu bowiem nie tylko geny, które uczyniły z niego zabójczo przystojny obiekt pożądania, ale zapewnił mu też zaplecze finansowe i przekazał swoją filozofię życiową, ukształtowaną przez pracę w charakterze prezentera telewizyjnego, będącą katalizatorem egoizmu i zapatrzenia w siebie. Nie dał natomiast Kyle’owi tego, co niezbędne do pełnego rozwoju człowieka: uwagi, zrozumienia i miłości. W życiu chłopaka zabrakło także matki.

>

Kompensuje sobie więc owe braki, poniżając tych, którym los piękna czy bogactwa poskąpił. Pewnego dnia dziewczyna, z której postanowił zadrwić, okazuje się jednak… wiedźmą. Aby dać bohaterowi nauczkę, rzuca na niego czar, zamieniając go w tytułową bestię: włochatego stwora, zębiastego i pazurzastego. Wewnętrznie Kyle pozostaje sobą, jednak zmianę powierzchowność odbiera jako straszliwą tragedię. Jednak czar ma zostać zdjęty, jeżeli w ciągu dwóch lat jakaś dziewczyna pokocha go i obdarzy pocałunkiem.

>

Z czasem w ukrytym pod futrem Kyle’u zaczyna zachodzić przemiana. W skórze bestii rodzi się człowiek — niegdyś piękny wyłącznie zewnętrznie, teraz zyskuje piękno wewnętrzne. Alex Flinn zaadaptowała kanoniczną opowieść o pięknej i bestii do warunków współczesnego Nowego Jorku i środowiska nastolatków. Nieco inaczej rozłożyła akcenty, pozostawiła jednak w niej najważniejsze: uniwersalne przekonanie o wyższości dobra nad pięknem. Korzystając z formuły paranormal romance, stworzyła moralitet o wymowie wykraczającej poza przyjęte w tej odmianie fantastyki standardy.

19 mar 2012

Żyjemy w świecie, który w coraz większym stopniu… nie istnieje. To znaczy, możemy zobaczyć go na ekranach telewizorów czy komputerów, ale nie znajdziemy go poza tą wykreowaną, wirtualną rzeczywistością. Jak niemal każde ludzkie osiągnięcie, ma to swoje dobre i złe strony.

 

Cecilia Randall, Hyperversum,
Esprit, Kraków 2011.
**************************************************************************************************************

Rzeczywistość wirtualna nieodróżnialana od realnego świata to jeszcze na razie domena fantastyki. Już Stanisław Lem, nadając tej technologii nazwę fantomatyki, rozważał konsekwencje jej zaistnienia. Nieograniczone możliwości kreowania fałszywego świata dają bowiem także ogromne pole do popisu dla wszelkiego oszustwa. Łatwo przewidzieć, do jakich celów wykorzystaliby możliwości virtual reality dyktatorzy, którzy póki co niewolą miliony ludzi tradycyjnymi metodami.

>

W powieści „Hyperversum” w wirtualną rzeczywistość fabularnej gry komputerowej zanurza się sześcioro młodych ludzi, którzy chcą przeżyć beztroską przygodę w realiach trzynastowiecznej Francji. Wskutek awarii systemu przyjaciele zostają uwięzieni w świecie gry, co dla nich równa się fizycznemu przeniesieniu w czasie i przestrzeni. Oczywiście nie są przygotowani na całą masę niebezpieczeństw, które nagle zaczynają im realnie zagrażać. Zamiast kreować przebieg wydarzeń, muszą od ręki i z niemałym trudem przystosować się do nowych warunków. Czy kiedy już odnajdą się w nich i nauczą żyć, zechcą powrócić do naszego świata?

>

Choć prawdopodobieństwo szybkiej adaptacji współczesnych Amerykanów w średniowieczu nastręcza pewne wątpliwości (o samym zawiązaniu fabuły nie wspominając), powieść Cecilii Randall jest lekturą wciągającą i nie pozbawioną zalet. Autorce nie można odmówić sprawności w operowaniu piórem, budowaniu intrygi i dozowaniu napięcia. Poza tym jej proza odzwierciedla stale obecne w naszym świecie marzenia o rycerskich wartościach, prostym życiu, honorze, przyjaźni i prawdziwej miłości.

13 mar 2012

Tak się porobiło na tym ziemskim padole, że niektóre gwiazdy bardziej błyskotliwą karierę robią po śmierci niż za życia. Czyżby rzeczywistość brała przykład z fantastyki, w której niejeden bohater swoich najważniejszych czynów dokonuje po śmierci?

 

Tom Lloyd, Naznaczony przez bogów,
Rebis, Poznań 2011.
**************************************************************************************************************

Do grona takich prowadzących bogate „życie po życiu” herosów dołączył również lord Isak, główny bohater cyklu fantasy „Królestwo zmierzchu” (tom 3). Pomimo jego śmierci, w czwartym tomie akcja rozwija się w najlepsze. Może dzieje się tak dlatego, że Isak trafiwszy do królestwa demonów niejako na skróty, ma szanse, że uda mu się stamtąd powrócić? A może dlatego, że lord Styrax, który posłał Isaka do zaświatów, został unieszkodliwiony, pogrążył się bowiem w żałobie po utracie syna?

>

Bo brzemiennym w skutki starciu obu herosów Świat Krain coraz bardziej pogrąża się w chaosie. Przeciwdziałać temu próbuje król Narkangu, nie on jeden jednak chciałby przejąć inicjatywę w walce o władzę, wpływy, czy choćby przetrwanie. Z rozdziału na rozdział rośnie liczba wątków i postaci (sam wykaz tych ostatnich zajmuje dziewięć stron na końcu tomu). Epickie batalie przeplatają się z dworskim intrygami, nadzwyczajne wyczyny wspomaganych magią herosów konkurują ze „zwykłymi” dokonaniami ludzkiego oręża czy podstępu.

>

Akcja ma zmienne tempo, wydarzenia relacjonowane są z różnych punktów widzenia, opisy obfitują w liczne szczegóły. Jednak przeżycia nadludzkich aktorów dramatu: wcielonych bogów, absolutnych władców, wielkich magów, wydają się być coraz bardziej oderwane od doświadczenia współczesnego odbiorcy, stąd nie zawsze wywołują w nim spodziewaną reakcję emocjonalną. Jednak Lloyd nadal prezentuje solidne pisarskie rzemiosło, więc nawet ktoś, kto nie jest fanem cyklu, może czerpać z lektury „Naznaczonego przez bogów„ satysfakcję.

 

Blog Rafała Śliwiaka

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.